Akustycznie

Ponad dwadzieścia lat zajęło mi dojście do prostego wniosku: skoro chcę wykonywać muzykę akustyczną, to muszą ją wykonywać akustycznie! Zdałem sobie w końcu sprawę z absurdu, w który zabrnąłem. Latami zbierałem elektroniczne gadżety, które miały uczynić dźwięk wychodzący z gitary akustycznej jak najbardziej podobnym do dźwięku wychodzącego z … gitary akustycznej. Przez całe lata pracowicie próbowałem popsuć dźwięk moich zupełnie dobrych instrumentów, zniekształcając ich piękno dokładaniem coraz to nowszej generacji zabawek. Kiedy wyjąłem z gitar te wszystkie bzdety i zacząłem grywać koncerty bez nagłośnienia, albo z nagłośnieniem tylko mikrofonowym, nagle wszystko się zmieniło! Zacząłem inaczej śpiewać, gitary zaczęły dobrze brzmieć i wreszcie zacząłem się cieszyć muzyką, zamiast martwić się o nagłośnienie i tracić czas na wymyślanie coraz to nowych sposobów podłączania kabelków. Polubiłem w końcu moje gitary i swoją muzykę na scenie.

Lata 80-te przyniosły swoisty gitarowy manieryzm, który poskutkował tym, że przestano dostrzegać różnicę między gitarą akustyczną, a elektroakustyczną. Instrumenty Ovation, Takamine, wzmacniacze Trace Elliot, efekty stosowane i popularyzowane przez takich gitarzystów, jak np. Adrien Legg zmieniły percepcję odbiorów. Przyznam, że też uległem temu szaleństwu pogłosów, maksymajzerów, preampów itp, ale stosowałem te wszystkie zabawki raczej po to, żeby podczas nagłaśniania uzyskać dźwięk możliwie zbliżony do hmmm… naturalnego, co też w końcu wydało mi się czymś idiotycznym.

Samo słuchanie muzyki elektronicznie przetworzonej, spłaszczonej brzmieniowo, o ograniczonej dynamice zmniejsza wrażliwość i zdolność percepcji. Dlatego staram się unikać zaśmiecania sobie głowy wszelką sieczką i słucham dużo muzyki klasycznej. Czyli akustycznej, o bogatej fakturze i zróżnicowanej dynamicznie.

Jeśli chodzi o koncerty, które grywam przed audytorium rzędu 50-100 osób, to wystarczy mocny głos, odpowiedni sposób artykulacji i akompaniament głośnego Martina OM, czy jeszcze bardziej spektakularnego rezofonicznego Nationala i mogłem z przyjemnością zrezygnować z korzystania tycg wszystkich bzdetów, które trzeba nosić, montować, pakować, uważać, żeby czegoś nie zgubić itd.

Dziękuję!

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *